Najlepsze z najgorszych – bo niektóre kampanie marketingowe kończą się spektakularną klęską. Zostają wyśmiane, zakazane lub powodują publiczne oburzenie. A jednak – paradoksalnie – często właśnie one stają się legendarne. Najlepsze z najgorszych kampanii potrafią przyciągać miliony, zmieniać wizerunek marek i budować lojalność klientów. Jak to możliwe?
W tym artykule odkrywamy kulisy spektakularnych wpadek, które przekształciły się w nieoczekiwane sukcesy. Przeanalizujemy także, co je łączy i jakie lekcje mogą z nich wyciągnąć przedsiębiorcy, marketerzy i twórcy marek.
Najlepsze z najgorszych – Czy negatywna reklama naprawdę działa?
Zacznijmy od pytania, które nurtuje wielu: czy zła reklama to zawsze zła wiadomość? Nie. Historia pokazuje, że nawet skandaliczne działania mogą przełożyć się na rozpoznawalność i sprzedaż. Klucz tkwi w:
- zgodności kampanii z DNA marki,
- umiejętnym zarządzaniu kryzysem,
- odwadze i autentyczności przekazu.
Firmy, które umiejętnie balansują na granicy, potrafią wygrać nawet w sytuacji pozornie bez wyjścia.
Pepsi i katastrofa, która nie zabiła marki
W 1992 roku Pepsi zorganizowała ogromny konkurs na Filipinach. Na zakrętkach butelek nadrukowano losowe numery. Jeden z nich gwarantował wygraną – milion pesos. Dla wielu Filipińczyków była to szansa na lepsze życie. Nadzieje rosły z każdą butelką. Niestety, zwycięski numer – 349 – pojawił się aż na ponad pół miliona zakrętek.
Tysiące ludzi sądziło, że wygrało. Ruszyli pod siedziby firmy z żądaniami wypłaty. Zamiast radości pojawił się chaos. Ludzie protestowali, krzyczeli, domagali się sprawiedliwości. Atmosfera gęstniała z każdą godziną. Zaczęły się zamieszki. Płonęły samochody i budynki. Przypadkowi ludzie padali ofiarą tłumu. W sumie zginęły trzy osoby.
Media żyły sprawą przez tygodnie. Rząd interweniował. Pepsi próbowała się tłumaczyć. Tłumaczenia jednak niewiele dały. Zaufanie społeczne spadło. Marka stała się symbolem pomyłki i niespełnionej obietnicy. Mimo to, Pepsi przetrwała. Nie zniknęła z półek. Konsumenci nadal kupowali jej produkty.
Dlaczego tak się stało? Ponieważ mimo kryzysu, Pepsi pozostała rozpoznawalna. Wiele osób zapamiętało kampanię na całe życie. Niektórzy wspominali ją z ironią, inni z rozbawieniem. Dla wielu stała się czymś więcej niż tylko reklamą. Przeszła do popkultury. Stała się legendą.
Można więc nazwać to zjawisko mianem: najlepsze z najgorszych. Skrajna porażka, która zamieniła się w trwały rozgłos. I choć była dramatyczna, dała marce siłę, o jakiej inne firmy mogą tylko marzyć.

BrewDog – punk, wulgaryzmy i jeszcze więcej sukcesu
Szkocki producent piwa BrewDog nigdy nie celował w grzeczne kampanie. Od początku stawiał na kontrowersje i mocny przekaz. Jego hasła były wulgarne, bezpośrednie i pełne emocji. Jednym z nich było odważne: „To jest cholerna rewolucja.” Kampania szybko przyciągnęła uwagę. Nie tylko klientów, ale też urzędników.
Brytyjska komisja etyki reklam nie była zachwycona. Uznano, że reklamy naruszają standardy. Zakazano ich emisji. BrewDog jednak nie zamilkł. Firma nie przeprosiła w typowy sposób. W odpowiedzi wypuściła kolejny komunikat: „Przepraszamy, że byliśmy szczerzy.” Ten przekaz rozlał się po internecie jak świeże piwo z pękniętej beczki. Browar BrewDog stał się beneficjentem zjawiska znanego jako zakazane reklamy. Reklamy które mają bawić i jednocześnie są kontrowersyjne. Często takie zakazane reklamy są oglądane dla rozrywki. Reklamy promują się same przez ten element zakazanego owocu. Skoro coś nie mogło trafić do telewizji, radia czy gazet. Co tam jest?
Media zaczęły mówić o firmie. Internauci komentowali, udostępniali, śmiali się i kibicowali. W ciągu kilku tygodni sprzedaż piwa wzrosła o 30%. Marka stała się symbolem buntu i niezależności. Zdobyła serca młodych dorosłych, którzy szukają autentyczności.
Dzięki kontrowersji BrewDog nie tylko zyskał rozgłos. Zbudował wokół siebie społeczność lojalnych fanów. Ludzi, którzy czują, że marka mówi ich językiem. Nawet jeśli jest to język ostry, buntowniczy i daleki od poprawności politycznej.
BrewDog udowodnił, że szczerość może być atutem. Nawet jeśli kogoś urazi. Szczególnie wtedy, gdy przekaz jest spójny z tożsamością marki. W tym przypadku – punkową, ostrą i bezkompromisową.
To kolejny przykład na to, jak działa zasada najlepsze z najgorszych. Kampania, która miała zostać uciszona, dała marce nowe życie. I przypomniała, że czasem odwaga bardziej się opłaca niż grzeczność.
Zakazane reklamy – Najlepsze z najgorszych pod względem popularności
Zapoznaj się z poniższą kompilacją wcześniej wspomnianych zakazanych reklam i zwróć uwagę na ilość odsłon. 20 milionów ludzi z własnej woli oglądało reklamy, jednocześnie będąc z wejścia pozytywnie nastawionym do firmy. Nie zapomnij też poczytać co myślą o nich widzowie w sekcji komentarzy.
Kliknij w poniższy link lub obejrzyj na stronie:
https://www.youtube.com/watch?v=pE6lktbtH3U
Dove – piękno nieidealne, ale bardzo skuteczne
Dove od lat buduje swój wizerunek wokół prawdziwego piękna. Nie chce pokazywać nierealnych standardów. W 2013 roku marka wypuściła kampanię „Real Beauty Sketches”. Jej przekaz był prosty, ale bardzo silny.
Wideo zaczyna się od nietypowego eksperymentu. Rysownik FBI rozmawia z kobietami zza zasłony. Na podstawie ich słów tworzy pierwszy portret. Później prosi o opis przypadkowe osoby. Tworzy drugi rysunek – zupełnie inny.
Różnica między obrazami była ogromna. Kobiety widziały siebie jako mniej atrakcyjne, starsze, bardziej zmęczone. Obcy opisywali je ciepło, życzliwie, naturalnie. Wnioski były poruszające – większość z nas widzi siebie gorzej, niż widzą nas inni.
Film w kilka dni osiągnął viral. W ciągu 12 dni zobaczyło go ponad 50 milionów ludzi. Trafił do kobiet na całym świecie. Emocjonalna siła przekazu była nie do podważenia. Komentarze mówiły same za siebie – „to zmieniło moje spojrzenie na siebie”, „dziękuję”.
Dove trafiło dokładnie tam, gdzie trzeba – do serca i duszy widza. Marka pokazała, że potrafi mówić o urodzie inaczej. I choć nie obyło się bez krytyki – bo wciąż mówiła o wyglądzie – efekt końcowy był imponujący.
Sprzedaż produktów wzrosła o 1,5 miliarda dolarów w dwa lata. Kampania została nagrodzona i opisywana w mediach na całym świecie. Stała się studium skutecznej komunikacji emocjonalnej.
To przykład kampanii, która balansowała na cienkiej granicy. Łączyła autentyczność z ryzykiem. Mówiła o wrażliwym temacie, ale robiła to z wyczuciem.
Dove pokazało, że szczerość, empatia i zrozumienie mogą zbudować coś wielkiego. Nawet jeśli temat jest kontrowersyjny, warto go podjąć. Gdy marka naprawdę wierzy w swoje wartości – ludzie to czują. I wtedy zaczynają ufać.
Żubr – absurdy, które zapamiętujesz
Nie każda marka musi mówić wprost. Nie każda musi tłumaczyć, dlaczego jej produkt jest lepszy. Żubr udowodnił, że można iść zupełnie inną drogą. I wciąż wygrywać.
W reklamach Żubra nie zobaczysz ani piwa w kuflu, ani uśmiechniętych ludzi na grillu. Nie ma opowieści o smaku, goryczce czy aromacie. Zamiast tego jest żubr. Zwierzę, które spaceruje po lesie, robi rzeczy absurdalne i… działa na wyobraźnię.
Pamiętasz „Żubr wraca na stare śmieci”? Albo „Żubr i grzybiarze”? A może „Żubr i jego cień”? Jeśli tak – to właśnie o to chodziło.
Reklamy Żubra celowo unikają konkretów. Nie ma mowy o procentach alkoholu. Nie ma sloganu o „męskiej sile”. Marka nie przekonuje, że jest lepsza. Po prostu istnieje.
I właśnie w tej nonszalancji tkwi siła kampanii. Humor? Zaskoczenie? Nonsens? Tak – to działa. Bo w świecie, gdzie wszyscy krzyczą „kup mnie!”, Żubr stoi cicho… i robi swoje.
Taka strategia może wydawać się ryzykowna. Ale to najlepsze z najgorszych. Nielogiczne, ale skuteczne.
Marka zdobyła status kultowej. Ludzie cytują reklamy, dzielą się nimi w sieci, tworzą memy. Nawet ci, którzy piwa nie piją – znają Żubra. A to oznacza jedno: zapamiętali.
A przecież o to chodzi w marketingu. Żebyś zapamiętał. Żebyś miał skojarzenie. Nawet jeśli nie rozumiesz dlaczego.
Żubr udowodnił, że nie trzeba mówić o produkcie, by produkt sprzedawać. Trzeba natomiast być rozpoznawalnym. I trzeba mieć osobowość.
Dzięki prostym animacjom, leśnej scenerii i totalnemu oderwaniu od schematów – Żubr zyskał duszę. I choć to tylko piwo, ma więcej charakteru niż niejeden celebryta.
Ten case pokazuje coś bardzo ważnego. Czasem warto postawić na dziwność. Na coś, co nie ma sensu, ale budzi uśmiech. Bo w świecie przewidywalnych kampanii – absurd świeci najjaśniej.
Poznaj historie biznesów związane z PurpleBOX












Co łączy najlepsze z najgorszych? Oto cechy kampanii, które szokują i… wygrywają
Dlaczego niektóre kampanie, mimo wpadek czy kontrowersji, osiągają ogromny sukces? Co sprawia, że odbiorcy o nich nie zapominają? Przeanalizujmy cechy, które powtarzają się w historii najlepszych z najgorszych.
1. Najlepsze z najgorszych bo: Autentyczność, która się opłaca
Marki nie siliły się na idealny wizerunek. Nie zakładały masek. Pokazały prawdziwe oblicze. Popełniły błędy, ale nie próbowały ich tuszować. Nie udawały, że są kimś innym. Dzięki temu zyskały zaufanie. Klienci potrafią wybaczyć wiele, jeśli czują, że ktoś gra fair.
2. Najlepsze z najgorszych bo: Spójność z wartościami
Każda kampania – choć odważna – trzymała się tego, kim marka naprawdę jest. Dove mówiło o pięknie, bo od lat walczy z kultem idealnego ciała. BrewDog był punkowy zanim stało się to modne. Żubr zawsze był spokojny, nonsensowny i lekko ironiczny. Dzięki temu odbiorcy czuli, że przekaz ma sens.
3. Najlepsze z najgorszych bo: Odwaga, która się opłaca
Wszystkie kampanie miały w sobie ryzyko. Czasem ogromne. Pepsi naraziła się milionom ludzi. BrewDog wkurzył komisję etyki. Dove otworzyło dyskusję o samoocenie kobiet. Ale żaden z tych brandów nie zagrał na pół gwizdka. I właśnie dlatego zrobili hałas. Odwaga przyciąga uwagę.
4. Najlepsze z najgorszych bo: Zasięg budowany kontrowersją
To nie były grzeczne reklamy. To były bomby emocjonalne. Media o nich pisały. Ludzie dzielili się nimi z przyjaciółmi. Komentarze, memy, dyskusje – wszystko to zwiększało zasięg. Kampania nie musi być miła, żeby była skuteczna. Musi być wyrazista.
5. Najlepsze z najgorszych bo: Emocje, które zostają w głowie
Widziałeś te reklamy i coś poczułeś. Złość, śmiech, wzruszenie, zdziwienie – emocje nie znikały po jednej sekundzie. Wracały. Zostawały w głowie. I co najważniejsze – kojarzyły się z marką. A to klucz do lojalności.
Czy kontrowersja się opłaca?
Tak – jeśli jest prawdziwa. Jeśli wynika z DNA marki. I jeśli nie służy tylko do szokowania. Konsumenci nie są naiwni. Wyczuwają fałsz. Ale gdy czują, że firma mówi szczerze, nawet ryzykowny przekaz może ich do niej zbliżyć.
Najlepsze z najgorszych pokazują, że granica między porażką a sukcesem bywa cienka. Ale dobrze rozegrana kontrowersja buduje coś więcej niż sprzedaż. Buduje historię, którą ludzie chcą opowiadać dalej.
Czy każda zła kampania może stać się dobra?
Niestety, nie. Nie każda kampania, która wywołała skandal, zasługuje na drugą szansę. Przykłady:
- Kendall Jenner i Pepsi – reklama wykorzystująca protesty Black Lives Matter spotkała się z powszechną krytyką. Zabrakło autentyczności.
- H&M i „Coolest Monkey in the Jungle” – zdjęcie dziecka w bluzy o tym napisie wywołało burzę. Marka szybko przeprosiła, ale szkody były ogromne.
Te kampanie nie były spójne z wartościami odbiorców. I właśnie to zdecydowało o ich klęsce.
Jak stworzyć kontrowersję, która nie zniszczy marki? Sprawdź 5 złotych zasad
Kontrowersja w marketingu to broń obosieczna. Może zadziałać genialnie, ale też kompletnie zawalić kampanię. Dlatego warto działać z głową. Ryzyko musi być przemyślane. Emocje – zaplanowane. A przekaz – zgodny z DNA marki.
Oto kilka sprawdzonych zasad, które pozwolą Ci wzniecić ogień, ale nie spalić wszystkiego wokół.
1. Zrozum, do kogo mówisz
Twoja grupa docelowa to fundament. Znasz ich poczucie humoru? Wiesz, co ich irytuje? Rozumiesz, co wywoła emocje? Świetnie. Teraz możesz działać. Jeśli nie – najpierw zrób porządny research. Kontrowersja trafia tylko wtedy, gdy wiesz, kto ją odbierze.
2. Pozostań sobą
Nie wymyślaj sztucznych problemów. Nie udawaj zbuntowanego, jeśli Twoja marka zawsze była grzeczna. Odbiorcy natychmiast to wyczują. Kontrowersja działa tylko wtedy, gdy pasuje do Twojej tożsamości. Jeśli jesteś autentyczny – możesz pozwolić sobie na więcej.
3. Myśl kilka kroków do przodu
Co się stanie, jeśli ludzie się oburzą? A jeśli media to podchwycą? Czy jesteś gotów odpowiedzieć? Masz komunikat awaryjny? Plan B? Zespół PR? Dobrze przygotowana marka potrafi przetrwać burzę. I co ważniejsze – wykorzystać ją na swoją korzyść.
4. Nie rób tego tylko po to, żeby szokować
Kontrowersja bez sensu to jak krzyk bez słów. Głośny, ale pusty. Nie buduje marki. Nie daje wartości. Tylko zniechęca. Jeśli masz coś ważnego do powiedzenia – powiedz to mocno. Ale nie krzycz bez powodu. Ludzie chcą emocji, nie chaosu.
5. Postaw na emocje, nie na skandal
Śmieszne, wzruszające, inspirujące – to działa. Kontrowersja nie musi szokować brutalnością czy wulgaryzmem. Może zmuszać do myślenia, może prowokować pytania, może rozbijać schematy. Ale zawsze musi coś dawać odbiorcy. Tylko wtedy zostaje w głowie jako najlepsza z najgorszych.
Najlepsze z najgorszych – dlaczego czasem opłaca się nie grać bezpiecznie?
Nie każda wpadka musi oznaczać porażkę. Czasem właśnie ona otwiera drzwi do największego sukcesu. Bo to, co dziś wygląda jak błąd, jutro może stać się legendą. Marka, która eksperymentuje, prowokuje i nie boi się kontrowersji, zyskuje uwagę. A uwaga to pierwszy krok do sprzedaży.
Najlepsze z najgorszych kampanii to nie przypadek. To efekt odwagi, intuicji i umiejętnego zarządzania emocjami. Takie działania zostają w pamięci. Tworzą lojalność. Budują coś więcej niż chwilowy szum – budują markę z charakterem.
Chcesz wypromować swój biznes ale nie możesz sobie pozwolić na eksperymenty?
Co jeśli Twój biznes to pasja po godzinach? Albo projekt, który rozwijasz sam, z doskoku?
Właśnie tu wchodzi Purple Box – rozwiązanie dla właścicieli małych firm, twórców i osób robiących coś własnego obok etatu. Zamiast samodzielnie szukać klientów, wymyślać kampanie i budować lejki sprzedażowe – po prostu skupiasz się na swoim produkcie. Resztą zajmujemy się my.
Tworzymy za Ciebie komunikację, która działa. Przyciągamy klientów. Projektujemy automatyzacje. I robimy to tak, żebyś miał więcej czasu na to, co naprawdę ważne – swój biznes, swój produkt, swoją misję.
Nie musisz robić wszystkiego sam.
Zaufaj zespołowi Purple Box i zobacz, jak marketing może być prosty, skuteczny i… naprawdę działać. Nawet jeśli dopiero zaczynasz. Nawet jeśli nie masz dużego budżetu.
Bo każda marka – nawet najmniejsza – zasługuje na wielki efekt.
A te najlepsze historie często zaczynają się właśnie od… odrobiny szaleństwa.
Co to jest PurpleBOX?
PurpleBOX to nie kolejna strona internetowa ani pakiet SEO.
To uporządkowany zestaw narzędzi, który buduje długofalową widoczność eksperta lub firmy w Google, AI i LinkedIn.
Działa według zasady 80/20 — skupia się na tym, co realnie przynosi efekty, zamiast mnożyć przypadkowe działania.
PurpleBOX łączy:
- stabilną stronę i logiczną ścieżkę decyzji
- strategię SEO opartą na realnych pytaniach klientów (TAYA)
- treści przygotowane pod algorytmy wyszukiwarek i modeli językowych
Ale najważniejsze jest coś innego.
PurpleBOX sprzedaje spokój, kontrolę i pewność,
że Twój marketing w końcu działa uporządkowanie, profesjonalnie i bez chaosu.



Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.